parallax background

Zanieczyszczam środowisko i dobrze mi z tym

Prezent dla żony
1 August 2017
A czas leci…
14 November 2017
 

Najwyższa pora, aby wszyscy wielcy myśliciele współczesnego świata zrozumieli, że postęp technologiczny to szybciej, wyżej, mocniej, dalej a nie bezpieczniej i równiej. Gdyby umysłem Karla Benza w 1886 roku zawładną duch współczesności w ogóle nie wymyśliłby swojego trójkołowca lub jego prędkość była by sztucznie ograniczona do 5 km/h, co miało miejsce w Anglii z pierwszymi samochodami. Mało tego, gdyby nie Gottlieb Daimler i jego ulepszone silniki spalinowe, dzisiaj słowo Multipla nie wywoływałoby głupkowatego uśmiechu na naszych ustach, a Mercedes nie stworzył by wzoru brzydoty za niewyobrażalne pieniądze – klasy G. Na szczęście żyli oni w czasach, w których brodate półgłówki jeszcze nie istnieli, dlatego mogli w pełni rozwijać swoje wizje pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi.

Zresztą nie tylko samochody. Gdyby wieki temu jakiś facet nie olał zasady BHP i drewnianych kłód nie połączył sparciałym sznurkiem, a następnie nie przepłynął tym wehikułem do Ameryki, to do dziś żyli by tam Inkowie i pewnie to oni by planowali kolonizację tych małpoludów z Europy, zamiast tego wymarli wieki temu. Co tam Inkowie! Gdyby nie ten odważny facet od szalupy, ludzkości zakończyła by swój żywot gdzieś na dnie wielkiej wody, i w najlepszej sytuacji dziś bylibyśmy przypadkowym zlepkiem komórek lub pawiami.

Jednak czy ktoś z odkrywców martwił się o swoje bezpieczeństwo? Czy Maria Skłodowska-Curie zanim odkryła promieniotwórczy Rad pomyślała “Hmmm… a może rzucę te pipety i zostanę cukiernikiem i będę robiła praliny?”. Czy Edison podłączając kawałek wolframu do prądu zastanawiał się czy dzięki temu zaświeci się wolfram czy on? Czy Tesla przed połączeniem ze sobą dwóch kabelków zakładał wcześniej kask, nauszniki, kalosze i sprawdził czy nie stoi w kałuży?

 
 

Gdyby współczesnymi samochodami mielibyśmy jeździć wolno i bezpiecznie to pewnie byłyby one szklane, bo kierowca takiego pojazdu wiedziałby, że podczas wjechania w przebiegającego wesoło jelonka jego auto ulegnie rozpadowi, a spadający kawałek szkła przetnie mu aortę i utopi się we własnej krwi. Gdyby auta miały być bezpieczne dla pieszych to miałyby z tyłu pakę wypełnioną orkiestrą doboszy, robiącą więcej hałasu niż Turkuć Podjadek, ale wtedy i tak pewnie wjechalibyśmy w jakąś ciekawską starą babę sprawdzającą co tak hałasuje.

Kilka dni temu wybuchła kolejna wielka afera związana z motoryzacją Niemiecką, ponieważ okazało się, że Mercedesy, podobnie jak cała grupa Volkswagena, miały montowane oprogramowanie, które zaniżało rzeczywiste wyniki zanieczyszczeń.Gdybym posiadał auto z pirackim oprogramowaniem, chybabym nie spał po nocach wiedząc, że zanieczyszczam środowisko bardziej niż mogę, a gdybym już zasnął śniłyby mi się te wszystkie gatunki zwierząt, które zabiłem swoim autem. Czy naprawdę dla posiadaczy Mercedesów, poziom zanieczyszczeń jaki wydobywa się w ich rur wydechowych jest największym zmartwieniem? Dla mnie najważniejszy jest komfort jazdy, spalanie, prędkość maksymalna i radio. A czy w moich spalinach umierają jakieś robaczki mnie nie interesuje, bo nie o to chodzi. Po to w autach montowane są silniki o pojemności 3600 cm3, aby paliły one dużo paliwa, jechały szybko i kopciły bardzo. Bo po co komu auto stworzone do jazdy z prędkością 200 km/h w strefie Tempo 30?