parallax background

Wychowaliśmy największe pierdoły na świecie

Pora zmienić alfabet
9 May 2017
Filozofowie i europoznawcy
13 May 2017
 

No cóż, dokuczano mi w szkole. Dręczono na długich przerwach. Wytykano na lekcjach. Śmiano się po szkole. I wiecie co? Jakkolwiek by to głupio nie zabrzmiało, to cieszę się, że to na mnie trafiło. Miałem parę siniaków i strupków, ale w zamian za to dostałem coś czego obecne pokolenie nie ma – charakter.

Dokuczanie jest dobre, bo wyostrza umysł i może kogoś urazić. Dokuczali mi, a teraz ja dokuczam tym co są niżsi ode mnie oraz tym co są wyżsi. Dokuczam tym co czytają Wyborczą i tym co całkiem nie umieją czytać. Dokuczam tym co mówią, że jestem suchy jak patyk i tym co mówią, że jestem dziecinny bo mimo swojego wieku nadal śmieszy mnie głupia fryzura gościa obok. Dokuczanie w najlepszym wydaniu może być bardziej emocjonujące niż peleton goniący trzyosobową ucieczkę na Tour de Pologne i szybsze niż najlepszy mecz ping-ponga. Dokuczanie i celna riposta to jest to co nas odróżnia od zwierząt. W końcu czy widział ktoś surykatkę pokładającą się ze śmiechu, gdy jedna z ich stada potyka się i wpada do rzeki albo gdy pożera ją tygrys.

Obecne pokolenie gimbazy przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności na dokuczanie reaguje dzwoniąc do taty, a na szydzenie zamykaniem się w swoim świecie, z którego wyjście prowadzi tylko przez antydepresanty. Tego rodzaju wywieszenie białej flagi oznacza, że również w późniejszym życiu przy pierwszym potknięciu będą się poddawali, siadali w kącie i cichutko pochlipywali. A przecież trzeba żyć dalej. Zarabiać pieniądze żeby utrzymać chociażby siebie i swoje ego.

 
 

Ja, gdy mamy męski wieczór, to wraz z przyjaciółmi idziemy robić ognisko w środku lasu. Gimbaza najchętniej wcale by nie robiła męskich wieczorów, bo to oznacza, że trzeba wyjść z domu i narazić się na nieskończoną ilość niebezpieczeństw. Ognisko w lesie to przecież daleko od domu, trzeba użyć śmiercionośnych zapałek, niebezpiecznej siekiery, zniszczyć trochę miejscowej flory, namęczyć się znosząc suche patyki, przygotować kijki na kiełbasę, pilnować ognia, żeby nie zgasł, a w nagrodę za ten cały trud otrzymujemy szczypiący dym w oczach i bąble od komarów. To już lepiej obejrzeć film z ogniskiem na youtube.

Winni tej sytuacji jesteśmy oczywiście my sami, nadmiernie troszcząc się o nasze dzieci zakładając kaski, gdy jadą rowerem lub na rolkach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie. W tornister dajemy im pić, żeby przypadkiem się nie odwodniły, jedzenie, glukozę i kokainę, żeby miały siłę wrócić do domu. Gdy idą pograć w piłkę mają ochraniacze na piszczele i profesjonalne buty, żeby nie stała się krzywda ich stopie. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Tak traktowane dziecko nie uczy się konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi głupio, powinno boleć mocno i długo, bo gdy boli to zapamięta, że zrobiło źle. Stosując ochraniacze, nie zaboli w ogóle, a więc dziecko nie nauczy się, że to jest be. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze jest groźna to kilka lat później Jan wjedzie na pełnej szybkości autem w przypadkową grupę Syryjczyków. Mnożenie głupich zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczyć granicy, której nie wolno przekroczyć i nie rozumieją konsekwencji swoich czynów.

I teraz przestałem dziwić się badaniu, w którym to pracodawcy wypowiedzieli się, że wolą przyjąć do pracy osobę “po przejściach” niż kujona, który wyszedł znad książek i okazało się, że świat to nie całka potrójna po prostopadłościanie. Przestańcie za wszelką cenę piętnować szkolnych rozrabiaków i zrozumcie wreszcie, że każdy jest inny. Równość to fikcja. Są ludzie zdolni i tumany, flegmatycy i cholerycy, wysocy i niscy, czarni i biali, szybcy i wolni. Nie to, żebym pochwalał chuliganów jednak i oni są potrzebni. Coś jak komary. Niby tylko gryzą, a jednak służą wyższemu celowi – są pokarmem dla tych postawionych wyżej w łańcuchu pokarmowym.