parallax background

W Boże Narodzenie będzie ciepło

Uwaga! Motocykle są wszędzie
31 May 2017
Problem wyrzucanych foliówek
9 June 2017
 

Jak się można było spodziewać pogoda ma w głębokim poważaniu co mówią o niej politykierzy i ile wydają miliardów dolarów i euro na walkę z ciepłem i jak na złość właśnie rozpoczynające się lato ma być najupalniejszym od początku wynalezienia termometrów. Sytuacja ta spowodowała, że w stacjach telewizyjnych zaczęli tłumnie pojawiać się brodaci poważni ludzie z miną “a nie mówiłem” i zaczęli tłumaczyć, żeby natychmiast przestać korzystać z aut i nie jeść malin poza sezonem. Twierdzili również, że spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie ogłupi pogodę do tego stopnia, że ugotujemy się wśród palm kokosowych i bananowców.

Ale ok. Wyobraźmy sobie, że poszliśmy po rozum do głowy i za radą zielonych przesiedliśmy się z naszych luksusowych i paliwożernych aut na ekologiczne rumaki, kopcące piece węglowe zamieniliśmy na piece na paliwo z szyszek, a koncerny samochodowe ogromnym kosztem wymyśliły silniki zasilane bakłażanem. Temperatura jednak nadal wzrasta… i co wtedy?

Tutaj właśnie tkwi problem, ponieważ brodacze chcą radykalnych zmian w imię walki z czymś nad czym nie mamy kontroli. Powodzie zdarzały się zanim wynaleziono pierwsze dymiące fabryki i Fiata Multiple. Upały pojawiały się bez ostrzeżenia chociażby w XVII wieku, kiedy to również w Meksyku wybuchł wulkan Pico de Orizaba.

 
 

Człowiek swoją dymiącą technologią przyczynia się do 3% dwutlenku węgla co może drastycznie zmieniać świat. Albo wcale nie. Tym bardziej wydawanie miliardów na silnik napędzany śliną, wydaje się głupie, podczas gdy połowa ludzi na świecie głoduje. Już widzę minę pełną uznania i zrozumienia jakiegoś murzyna, który dowiaduje się, że w jego wiosce nie powstanie studnia głębinowa, gdyż ktoś właśnie próbuje wynaleźć karty płatnicze z węgla.

Klimat się ociepla to fakt. Grozi to zalaniem Holandii, rozpuszczeniem się lodowców Szwajcarii, wyrośnięciem kilku palm na placyku za moim oknem. Część Kanady zniszczą huragany, a Australii – pożar. Rajskie plaże na Karaibach staną się najcieplejszymi miejscami na świecie, a na Antarktydzie wyrosną kwiatki. Gdybym był Holendrem pewnie bym się martwił. Ale nim nie jestem, więc dajmy sobie spokój. Tak naprawdę co nas interesuje zatopiona część lodowca Arktyki lub Holandia? Nie więcej niż tygrysy szablozębne, które wyginęły, bo zeżarły wszystko co się ruszało w okolicy.

Właściwie to dlaczego w Polsce miało by nie być trochę cieplej? Wyobrażacie sobie sytuację, że wkładacie nogę do Bałtyku, a ona nie zamarza? Albo wychodzicie w grudniu przed swój domek w Pieninach po to, żeby się poopalać, a nad waszymi głowami dyndają banany. Zresztą gdyby nawet pojawiły się nieoczekiwane zmiany pogody to nasze domy są niczym bunkry. Dlatego nie widzę przeszkód na śnieżyce, wichury czy plagi szarańczy. Nasze domy wszystko to przetrzymają. A pomyśl ile frajdy przyniesie rozmowa z sąsiadem w windzie. Zamiast standardowego “Ładną mamy pogodę” usłyszałbym “Wczoraj rano wessało mnie tornado i odstawiło w Mediolanie, skąd musiałem wrócić na piechotę gdyż przelatujący obok mrówkojad wyssał z kieszeni mój portfel”. Albo prognoza pogody wreszcie zaczęła by budzić jakiekolwiek emocje. Zamiast “W Gdańsku 20 stopni i mżawka”, usłyszelibyśy “Radom zniknął z map pod wielki lądolodem”. To były by atrakcje. Ja je chcę!