parallax background

Umrzemy owinięci w kable | Blackout

Filozofowie i europoznawcy
13 May 2017
Pechowy jak Europa
19 May 2017
 

Czy ktoś wyobraża sobie jeszcze telewizor bez SmartTV? To znaczy, ktoś oprócz mnie. Dla mnie telewizor ma za zadanie wyświetlać obrazki z jakiejś ogólnodostępnej stacji telewizyjnej. Gdy jednak łapie mnie ochota na bardziej wymagające kino niż Dlaczego ja? lub M jak miłość, to wtedy do telewizora podłączam laptop i w taki oto prosty sposób na dużym ekranie mam dzieło Pedro Almodovara, teatru telewizji lub American Pie

Wydawać by się mogło, że podłączenie laptopa pod telewizor to prosta sprawa. Niestety, nic z tych rzeczy! Filmu zawsze szukam na laptopie siedząc na narożniku, a więc aby móc przenieść laptop w pobliże telewizora muszę najpierw znaleźć baterię do laptopa odłączyć wtyczkę zasilającą laptopa z gniazdka, wziąć całość pod pachę i iść do telewizora. Potem wystarcz już tylko podłączyć laptopa do prądu i wtedy zaczynają się problemy.

Mamy dwa różne laptopy i każdy z nich inaczej łączy się z telewizorem. Pierwszy laptop jest przyjazny, bo wystarczy kabel HDMI, natomiast drugi laptop trzeba łączyć kablem VGA – czincze. Z tym, że to rozwiązanie działa wtedy gdy akurat na Antarktydzie pingwiny znajdą zadrzewiały niszczyciel z czasów pierwszej wojny światowej lub kilka batoników. W przeciwnym razie nie działa dźwięk.

 
 

Telewizory zostały stworzone po to aby uprzykrzać życie swoim właścicielom, ponieważ mając kabel HDMI wychodzący z komputera musimy jeszcze znaleźć wejście w telewizorze, do którego kabel ten pasuje, a najczęściej tych telewizor ma jakieś 285. Jednak nie wystarczy tylko włożyć kabel do odpowiedniego wejścia, później trzeba pilotem od telewizora zmusić go do pokazania obrazu właśnie z tego kabla, co przeważnie jest sporym wyzwaniem.

Gorzej natomiast gdy chcemy film oglądać na telewizorze, a dźwięk puścić przez wieże, dla lepszych efektów. Wtedy do kabla zasilającego laptop oraz VGA – czincze potrzebujemy również kabel aby połączyć wieżę z telewizorem. A do tego trzeba dodać kabel zasilający telewizor, wieżę, antenę oraz ten łączący antenę z telewizorem. Aby oglądać jednak film z laptopa potrzebujemy również dostęp do Internetu. Co prawda sam dostęp odbywa się bezprzewodowo, ponieważ mamy wi-fi, jednak sam ruter jest kablem połączony ze słupem przed domem, z którego czerpie Internet oraz innym kablem do zasilania, bez którego byłby równie użyteczny jak kalafior.

To jednak dopiero początek. Mamy również tablety, komórki, smartwatche, drukarki, czytnik ebooków, odkurzacz, suszarkę i inne dziwne urządzenia w kuchni, które nie za bardzo wiem do czego służą, ale dostaliśmy je na prezent. Wszystko to zasilane lub ładowane jest przez jakiś kabel. Aż strach pomyśleć co się stanie gdy braknie prądu.

Marc Elsberg również zadał sobie to pytanie i stworzył opasłe tomisko pod tytułem Blackout. Na pierwszy rzut oka pomysł na książkę wydaje się być bardzo dobry. Świat bez prądu. Nie funkcjonuje telewizor, kuchenka mikrofalowa, stacje paliw, metro, przestają latać samoloty, a co najgorsze twój elektryczny samochód zostaje unieruchomiony na zawsze, a brak dostępu do trymera powoduje, że zaczynam wyglądać jak dzik.

W tej książce znajduję tylko jedną wadę – autora. Zapowiadająca się na fascynujący thriller książka zostaje rozmyta przez opis sytuacji, które nie mają większego znaczenia na ciąg zdarzeń. Jestem przekonany, że gdyby powierzyć napisanie tej książki Donowi Brownowi lub Umberto Eco z czasów Imienia róży to książka była by megahitem. Obecnie jest tylko książką, która podejmuje się odpowiedzi na pytanie co by było gdyby, ale nie porywa.

6+ / 10