parallax background

Nie dam się zjeść robalom

Jesteśmy na skraju katastrofy
14 July 2017
Prezent dla żony
1 August 2017
 

Dawniej bycie trupem było prostsze. Ginąłeś w walce o ojcowiznę, honor rodziny, o jakąś głupią wioskową bladolice lub w sławnych wojnach z Prusami czy Rusami. Twoje truchło zostawało przy odrobinie szczęścia w jednym kawałku na pobojowisku, a następnie pożerał je jakiś przybłąkany gudłaj. Gdy się zasłużyłeś, usypywali ci malutki kurchanik i twój żywot na tym się kończył. Gdy byłbyś panem na włościach sprawa była jeszcze prostsza. Pewnie umarł byś gdzieś w polu, podczas kopienia siana, na jakąś egzotyczną chorobę pokroju kataru. Rodzina wrzucała trupa do dołu wykopanego na lokalnym cmentarzyku, przysypywała ziemią gdzie mogłeś spokojnie oddać się procesowi gnilnemu, a następnie być zjedzonym przez robale.

Dziś, no cóż, możemy zginąć na tak wielką liczbę sposobów, że musimy strzec się nawet 9-tych pięter, ponieważ statystycznie to z nich najczęściej skaczą samobójcy. Zresztą sama śmierć nie jest problemem! Co potem zrobić z denatem? Może oddać jego płuco jakiemuś potrzebującemu dziecku? Jednak, jeżeli istnieje niebo, to jestem przekonany, że gdybym do niego trafił z płucem mógłbym się czuć lepiej. Albo kremacja. Niby zyskujesz pewność, że nie obudzisz się zakopany w ziemi, ale z drugiej strony zmieniasz się w kupkę czegoś podobnego do zawartości worka z odkurzacza. A potem co z tymi prochami zrobić? Na cmentarzu wszyscy mają pokaźne groby, a ja mam być płytką 20 cm x 20 cm wmurowaną w ścianę? Niby można by mnie rozsypać nad jakimś urwiskiem, ale pewnie wiatr skierowałby mnie prosto w czyjeś włosy i skończył bym jako brud spływający do odpływu umywalki. A może wystrzelenie w kosmos? Ponoć są firmy, które oferują taką podróż, ale są też osoby twierdzące, że to byłoby umniejszenie godności i powagi, ale co godnego jest w ciele zakopanym w ziemi, z którego wypływają oczy.

 
 

Śmierć bliskiej osoby, to jednak bardzo traumatyczne doznanie i wcale nie dziwię się temu całemu zamieszaniu z tym związanemu. Ale niektórzy ludzie postanowili nadać cech ludzkich swoim pupilom. Myśliwy gdy upoluje ojca jelonka Bambi, wypatrasza go i zjada. Podobnie jest z kurami, krowami i w niektórych rejonach świata z kotami i ślimakami. Jednak zupełnie nie rozumiem czemu ludzie tak wiele uwagi przykładają do zdechnięcia psa. Taka śliczna puchata kulka o imieniu Bobik. Przecież go nie zjesz! Wyrzucić do śmietnika też nie można. Jednak wystarczy reklamówka-żulówka, łopata i najbliższe krzaki. a ścierwo twojego pupila zasłuży się przyrodzie wzbogacając ją w niezbędne minerały.

Znam ludzi co twierdzą, że psy to niesamowicie inteligentne zwierzęta i należy im się odpowiedni pochówek po śmierci. Powiem więcej. Zgadzam się z nimi! Pod warunkiem, że inteligencję psa porównujemy z inteligencją kinkietu, bo obawiam się, że inteligencja Bobika mogła by okazać się zawodna gdybyś chciał pogadać ze swoim pupilem o ręcznie tkanych Pakistańskich dywanach. W sumie taki pies to nie rozumie nic oprócz: łapa, siad, aport, daj głos, zamknij mordę pchlarzu. Aha. No i reaguje na zapach kiełbasy. Geniusz inteligencji.

A co do mojej śmierci? Jako, że człowiek składa się w iluś tam procentach z węgla, sam proces przemiany w diament jest zadziwiająco prosty. Po pierwsze należy rozgrzać piecyk do tysiąca pięciuset stopni Celsjusza i trzymać mnie w nim przez kilka tygodni, aż zostanie sam węgiel. Po drugie resztki które zostaną należy poddać ciśnieniu nieco ponad pięciu gigapaskali i już po kilku latach będzie można mnie oszlifować i umieścić jako świecidełko w pierścionku.