parallax background

Gdyby miało nie być jutra

Nie czytamy książek przez Orzeszkową
8 July 2017
Jesteśmy na skraju katastrofy
14 July 2017
 

Jaka jest istota życia? Rodzimy się. Kształcimy w różnego rodzaju szkołach. Nabieramy życiowego doświadczenia i z każdym dniem stajemy się coraz bardziej zaradni, mądrzejsi i sprytniejsi. A następnie umieramy. Bez sensu. Ale w jaki sposób umrzemy? O ile nie zmierzasz właśnie do Brukseli w kamizelce wypełnionej C4, jest całkiem prawdopodobne, że nie masz pojęcia.

Podobnie zresztą jak pewien Grek imieniem Ajschylos, który zapytany o to co dziś będzie robił na pewno nie odpowiedział:

Dziś wybiorę się na spacer po okolicy podczas, którego przelatujący orzeł wypuści żółwia na moją głowę przyczyniając się do mojej śmierci.

Mogę się założyć, że również 13-letnie Charnchai Puanmuangpak z Indii nie spodziewał się, swojej śmierci, a właściwie zamienienia swojego ciała w delikatną czerwoną mgiełkę, po tym jak na stacji benzynowej postanowił się nieco podpompować wkładając końcówkę kompresora do odbytu. I o ile można się spodziewać, że spora ilość powietrza wtłoczona do organizmu w ten sposób, może spowodować drobne anomalie, o tyle Koreańczyk Lee Seung Seop siadając do komputera, do niewinnej gry, nie mógł się spodziewać, że jego organizm po 50 godzinach grania, przestanie funkcjonować z wycieńczenia.

 
 

Tylko pomyślcie. Czytacie to teraz, w słoneczne popołudnie i prawdopodobnie nie macie żadnych planów na pozostałą część dnia. A gdybyście wiedzieli, że wieczorem wylecicie w powietrze? Pewnie spróbowalibyście porwać jakiś helikopter i zobaczyć jak pięknie wygląda miasto z lotu ptaka lub chcielibyście się przespacerować po skrzydle lecącego samolotu. Być może część z was naszła by ochota na sex z pięcioma japońskimi prostytutkami i przebraniu nazistowskich zbrodniarzy. Pewnie kilkoro z was chciało by się przekonać w jakim czasie można zjeść dziesięć hot-dogów z Orlenu posługując się jedynie wykałaczkami i co się stanie gdy wypijemy dwulitrową butelkę Coca-Coli i zjemy opakowanie Mentosów. Jednym słowem, zrobimy coś pożytecznego.

I jak przy tych wszystkich wydarzeniach ma się fakt, że każdego dnia rano zjadacie przecier z owoców, kiełki, trochę ziarna, czosnek w kapsułkach, popijając wszystko tranem. Eliminujecie tłuszcze zwierzęce, dzięki temu wasze płuca, serce i nerki, będą spokojnie mogły żyć jakieś pięć tysięcy lat, podczas gdy wasz organizm wyzionie ducha, bo wieczorem zaplątasz się w nogawkę spodni i spadniesz z balkonu wprost pod, zupełnie nieoczekiwanie, przejeżdżający czołg.

Spożywając posiłek, który nie zawiera produktów pochodzenia zwierzęcego, powoli stajesz się wiewiórką. Gdy zaczynasz jeść wyłącznie warzywa, zachowujesz się tak jak byś zdecydował się mówić używając wyłącznie spółgłosek. Niby można, ale nie ma to większego sensu. Podobnie jak nadmierne dbanie o nasz organizm, podczas gdy podczas podróży metrem zakończymy swój żywot na ścianie po wybuchu bomby pułapki.

To wszystko podsunęło mi pewną szaloną myśl. Może i jesteśmy w stanie żyć ponad sto lat, ale tak na prawdę przez większość swojego życia nie żyjemy na prawdę. Marnujemy swoje życie na jedzenie ziaren, witamin i bieganie. Mogę się założyć, że skończylibyśmy z takim nastawieniem, gdybyśmy tylko wiedzieli dokładnie, kiedy kopniemy w kalendarz.

Także póki możemy – zacznijmy żyć.