parallax background

Filozofowie i europoznawcy

Wychowaliśmy największe pierdoły na świecie
11 May 2017
Umrzemy owinięci w kable | Blackout
15 May 2017
 

Większość moich znajomych w przypływie ułańskiej fantazji wybrała szkołę średnią tak, aby wyuczony zawód chociaż trochę ich interesował. Jednak co to za sztuka uczyć się tego co cię interesuje? To tak jakby grać na nastrojonej gitarze. Każdy by mógł! Niektórzy jednak, mam na myśli siebie, wybierają szkołę kierując się bardziej subiektywnymi powodami. W moim przypadku sprawa była z góry przesądzona, ponieważ wybrałem taką, do której miałem blisko i do tego z górki.

Wybierając szkołę średnią mamy jednak ograniczoną percepcję, gdyż mamy wtedy 15 lat i jedyne co się dla nas liczy to Playstation, 7-calowy Samsung i ta cycata blondynka z neta. Jednak kilka lat później, gdy wybieramy studia, to sprawa różni się diametralnie. Jesteśmy nieporównywalnie starsi, mądrzejsi i obeznani życiowo i wtedy liczy się dla nas wóda, kokaina, LSD, dziwki, konserwy i żarówki. I gdy tylko uda nam się coś dostrzec ze swojego narkotycznego widu, to właśnie wtedy mamy czas na wybór kierunku studiów. Oczywiście niektórzy idą na studia tylko po to, aby swój narkotyczny ciąg przedłużyć o kolejne 5 lat. Pozostali, natomiast, wybierają Europeistykę lub Filozofię. Spowodowane jest to zapewne zbyt dużą ilością grzybków-zwidków, kopru lub innych mocarzy.

Czy ktokolwiek wie, czego mogą uczyć na Europeistyce? Geografii Europy? Tras kolei spalinowej w XIX wieku? A może rozkładów metra Londyńskiego? Kto normalny pójdzie na studia, po których jego atrakcyjność na rynku pracy będzie mniej więcej na poziomie człowieka co całe swoje dotychczasowe życie buszował po dżungli z przepaską na biodrach i splujką w dłoni jako broń. Równie dobrze mógłby też przez 5 lat leżeć na hamaku w tropikach i obserwować cykl lęgowy tukanów tęczodziobych lub oglądać zachody słońca na trawlerze łowiącym łososie na Alasce.

 
 

Podobnie jest z Filozofią. Gdybym się zawziął, to sam zostałbym filozofem. W końcu mam mnóstwo głupich przemyśleń. Mógłbym gdzieś w centrum zapomnianego miasta, jak np. Radom, stanąć na skrzynce po pomidorach i przemawiać do zgromadzonego tłumu. Z każdym wypowiedzianym słowem jednak tłum by malał, aż wreszcie moimi słuchaczami zostałyby chore koty i gołębie, które po wysłuchaniu mojego słowotoku zaczęły by zdychać na nieznaną dotychczas chorobę. Nie ma jednak tego złego, bowiem jak twierdzi guru polskich restauratorów pani M. Gessler, najlepszy rosół jest z gołębia, a ja mógłbym je wtedy zbierać szuflą śniegową. Całkiem za darmo. Na wasze szczęście, nie chce mi się.

Staram się też wyobrazić sobie sytuację, w której pracodawca mówi:

 
Fantastycznie!!! Od 22 lat szukałem kogoś z twoimi kwalifikacjami, aż wreszcie cię znalazłem. Dziękuję, że zechciałeś pracować u mnie w firmie! Dziękuję, że wybrałeś właśnie Europeistykę! Cudownie! A teraz choć ze mną, pokaże ci gdzie stoi wiadro cuchnącego ścierwa, którym masz karmić szympansy.
 

Czy naprawdę już w następnym pokoleniu nie będzie miał mi kto naprawić kontaktu jak z niewyjaśnionych powodów braknie w nim prądu? Czy gdy zarzygam kanapę to będę musiał ją schować przed żoną, bo nie będzie miał mi jej kto obić? Czy nie będę mógł siedzieć latem w mojej altance, bo nie będzie miał mi jej kto wybudować? Czy moje dzieci będą mieszkały pod mostem, ponieważ nie będzie miał kto im wymurować domu? A jak jakimś cudem kupią używany, ale w dobrym stanie, to czy będą mogli coś w nim zmienić choćby kolor ścian? Czy będziemy mieli w czym chodzić? Czy jedynym ratunkiem będzie informatyk umiejący zaprogramować drukarkę 3D tak, aby wydrukowała nam nowe gumowce?