parallax background

Bezużyteczne jak znaki drogowe

Jeleń, rekin ludojad i komary
3 May 2017
Po co nam tatuaże
7 May 2017
 

Są takie momenty w życiu każdego faceta, w których odczuwa dumę z podjętych decyzji. Nie jest ich specjalnie dużo, jednak sporadycznie, komuś, coś takiego może się zdarzyć. I mi się trafiło.

Mimo, że swój samochód posiadam już ponad dwa lata, to nadal znajduje w nim elementy, których nigdy wcześniej nie widziałem lub widziałem, ale nie wiedziałem do czego służą. Podczas wymiany kół z letnich na zimowe okazało się, że wygięty pręt umieszczona w bagażniku pod pokrywą na schowek, ma swoje bardzo sensowne zastosowanie. Otóż służy on jako klucz do lewarka, aby można było podnieść samochód. To był moment satysfakcji, że kupiłem samochód, którego twórcy pomyśleli nawet o takich drobiazgach jak kawałek rurki. Jednak ostatnio odkryłem coś na co nie znajduję żadnego sensownego zastosowania. Otóż gdy włączam światła mijania, w podsufitce, pomiędzy światełkami oświetlającymi wnętrze samochodu, włącza się pomarańczowa dioda. Niby jej nie widać, a jednak jej strumień światła pada gdzieś na dół pomiędzy gałkę od zmiany biegów a popielniczkę.

 
 

Początkowo pomyślałem, że może ma ona za zadanie oświetlać właśnie gałkę zmiany biegów. Ale po co miała by to robić? Czy są na świecie ludzie, którzy przed zmianą biegów odrywają wzrok od ulicy po to, aby zlokalizować położenie drążka? Nawet jeżeli są to selekcja naturalna zacznie niebawem działać i zakończą oni swój żywot gdzieś na jesionie. Ciekawe czy takie osoby tak samo interpretują znaki drogowe. Zobaczą ograniczenie prędkości do 60 km/h i zaczynają myśleć

 
Widzę znak ograniczenia prędkości do 60 km/h, a więc teraz muszę sprawdzić ile jadę, jednak żeby to zrobić muszę zastanowić się gdzie jest licznik. Ok. Mam licznik. Jadę 80 km/h, a więc oznacza to, że muszę zwolnić. Aby tego dokonać muszę wcisnąć pedał hamulca. Tylko gdzie on się znajduje? Muszę zerknąć pod kierownicę i go poszukać.

No nie no proszę! Tacy ludzie nie mają prawa istnieć.

Zresztą ze znakami drogowymi wiąże się inna ciekawa historia. Ostatnio wracając do domu przez las gęsty jak włosy Ferdka Kiepskiego, okazało się, że w miejscu gdzie przeważnie jechałem 110 km/h pojawił się nowy znak. Było to ograniczenie prędkości do 40 km/h!!! Moje dziwienie było tak ogromne, że zadzwoniłem do gminy z informację, że jakiś wandal ukradł skądś znak drogowy i umieścił go zupełnie bez sensu w środku lasu. Okazało się, że to nieporozumienie wcale nim nie jest, a znak ograniczenia prędkości jest konsekwencją znaku, który znajduje się wcześniej i mówi on o tym, że w lesie żyją zwierzęta leśne.
Zadzwoniłem więc do lasów państwowych zapytać się co właściwie ma oznaczać znak A-18b – zwierzęta dzikie. Okazało się, że jest to, tak jak przypuszczałem, znak ostrzegający, że w lesie żyją zwierzęta dzikie. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że w przypadku gdyby nie było tego znaku to w lesie nadal żyłyby zwierzęta dzikie. Szybko jednak okazało się, że gdyby tego znaku nie było, a pod koła wlazł mi niedźwiedź i spowodował deflorację mojego pojazdu to nie mogę ubiegać się o odszkodowanie, bo zwierzęta leśne są własnością skarbu państwa, a więc i moją. Natomiast gdy ten znak jest, to nadal nie mogę ubiegać się o odszkodowanie, bo czy wyobrażam sobie sytuację, w której przejeżdżam swojego kota, i żądam od siebie zapłacenia sobie odszkodowania! To przecież bez sensu! Zatem po co istnieje znak A-18b?

 

Zresztą nie jest to jedyny zbędny znak, na których stawianie wydajemy pierdyliard złotych roczne. Weźmy znak np. A24 – rowerzyści. Podążając za logicznym rozumowaniem, za tym znakiem mogą znajdować się rowerzyści, na których muszę uważać, bo gdybym któregoś potrącił to zostałbym skazany na śmierć głodową poprzez karmienie kotletami sojowymi. Zgadza się? A zatem czy w sytuacji gdy tego znaku nie ma, a na drodze widzę rowerzystę to śmiało mogę w niego wjechać, jak rowerem w kury? Bez żadnych konsekwencji?

 

Czy przypadkiem nie jest tak, że obecne prawo nakazuje za kierownicą bycie czujnym jak ważka, i spodziewanie się niespodziewanego?
Tak samo jest ze znakiem A17 – dzieci! Serio, gdy nie ma tego znaku to oni mnie w ogóle nie interesują? A może jest to znak informacyjny dla pedofili?!
Wracając jednak do tematu mojej pomarańczowej diody. Zna ktoś może przypuszczalne jej zastosowanie? Żywię bowiem nadzieję, że będzie miała jakieś swoje zadanie, w przeciwieństwie do wspomnianych znaków drogowych, których sensowność wykluczyłem.

  • Xara_ck

    Będę żywo obserwować dalszą historię owej pomarańczowej diody. A mijając znaki drogowe będę myśleć o tych pierdyrialdach złotych tak jak wtedy kiedy stoję na przystanku autobusowym w Kielcach.

    • trzyiks

      Niestety co do pomarańczowej diody, nadal nie mam pojęcia do czego ona może służyć, jednak do szukania jej śladów w kolejnych wpisach zachęcam.