parallax background

A czas leci…

Zanieczyszczam środowisko i dobrze mi z tym
18 August 2017
Jacy jesteśmy
18 November 2017
 

Wiem, że dla dzisiejszej młodzieży będzie to trudne do zrozumienia, ale ja swój pierwszy telefon kupiłem mając 18 lat. Posiadał on wszystkie możliwe i niezbędne funkcje takie jak możliwość wykonywania połączeń głosowych, pisanie krótkich wiadomości tekstowych, a nawet można było zagrać w węża. Ale jedna rzecz mimo upływu lat się nie zmieniła. Wystarczy, że wrzucisz go to kibla i nagle okazuje się, że jego możliwości dzwonienia dorównują brukselce. Zresztą nie trzeba go topić. Wystarczy trochę więcej kurzu niż zwykle lub więcej słońca i okazuje się, że nasze cudowne wszystkomające telefony bardzo dobrze wczuwają się w rolę kasztana lub konewki.

Co więcej, ten problem nie dotyczy tylko telefonów. Tak samo jest z laptopem, drukarką, telewizorem, ekspresem do kawy, maszynką do golenia, trymerem i wszystkim tym co ma obwody drukowane i jest na prąd, z tą różnicą, że trymer psuje się od zbyt dużej ilości włosów. Jest jednak jedna rzecz, która psuje się wyjątkowo rzadko i na pewno nie od tych elementów, które wymieniłem. Jest to elektronika w samochodach – pomijając oczywiście markę Peugeot. Nie wspominając nawet o samochodach całkowicie napędzanych przez płytkę drukowaną. Silniki elektryczne wczoraj były stosowane tylko w Melexach, aby te cichutko sunęły po polach golfowych nie budząc zblazowanych staruszków z kijami, a już dziś są na porządku dziennym i każdy szanujący się gracz z branży motoryzacyjnej posiada taki pojazd w swojej ofercie. Zresztą nawet w moim mieście jest stacja tankowania prądem. Co prawda zamknięta na płatnym parkingu, ale jest.

 
 

Nie tak dawno temu, bo w pokoleniu naszych dziadków, jak chciałeś odwiedzić rodzinę nad morzem to musiałeś wziąć se sobą nie tylko żonę i ciuchy na przebranie, ale również kury, kilka świń i krowę, tylko po to, żeby po drodze nie umrzeć z głodu. Taka podróż trwała 3 tygodnie. W jedną stronę! Koniem!!! Przez ten czas można było obgadać rodzinę bliższą i dalszą, sąsiadów, znajomych, nieznajomych, zajść w ciążę z kimś po drodze, przepić konia, przepić głupią ciężarną córkę lub porzucić ją pod jakimś drzewem, żeby pożarły ją ślimaki, a wracając zabrać jej szkielet i pochować w ogródku za obejściem. A dziś na taką podróż potrzebujemy mniej więcej 6 godzin w nowoczesnym, klimatyzowanym aucie z tapicerką z napletka rekina, siedzeniami podgrzewającymi nasze hemoroidy i masującymi nasze sflaczałe cielska.

A pamiętacie taki wynalazek jak gazeta codzienna? Dzisiaj w dobie internetu wydaje nam się przynajmniej głupie czytanie informacji o tym co wydarzyło się wczoraj, podczas gdy na bieżąco możemy śledzić wydarzenia nie tylko w Polsce, ale i na świecie. A do tego dostajemy to wszystko w eleganckiej kolorowej wersji wraz z filmami, zdjęciami i rozmiarami staników.

Dzienniki to przeszłość, podobnie jak parostatki, ptaki Dodo, czy PO. Jeżeli więc w ciągu 5 sekund jesteśmy w stanie zobaczyć kogoś po drugiej stronie Atlantyku i w dodatku na żywo z nim porozmawiać, to nie ma się co dziwić, że denerwuje nas stanie w korkach, TEMPO 30, czekanie na zielone światło, buspasy czy jazda na biegu bez wciśniętego gazu. Każde 10 minut naszego życia zmarnowane w ten czy inny sposób to ogromna strata. W końcu możemy zamiast tego zrobić tak niewyobrażalnie dużą ilość innych czynności.

Szkoda, że niestety nam się nie chce. A czas leci…